Po co, na co i dlaczego?

Wynurzenia książkowo-molowe maniakalnej czytelniczki tudzież kolekcjonerki książki "Mały Książę" Antoine'a de Saint-Exupéry'ego w różnych językach i dialektach (obecnie 96) oraz rozmaitych wydań polskich tejże. Zapraszam!

środa, 29 września 2010

nieprawdoPodobna Osoba

Zorganizowana, efektywna, zaplanowana i zorientowana - to chyba najkrótsza charakterystyka nieprawdoPodobnej Osoby, nie w pełni jednak oddająca jej niespożyte siły i możliwości.
Uruchomiła ona niezliczone ilości niemożliwie licznych znajomości i w efekcie jej pracy moja kolekcja wzbogaciła się o mnóstwo rzadkich okazów. Sami indywidualiści.

Plan jej działania był następujący:
najpierw użyła łagodnej perswazji wobec dalszej rodziny, mobilizując kuzynkę Asię. Efekty przedstawiały się tak:


Macedończyk, chmurny oraz indywidualista (zwróćcie uwagę, że stoi po drugiej stronie planety, niż przedstawiciele innych nacji).

Potem zachęciła do działania prawie-rodzinę czyli Zielonooką z MałŻonkiem, którzy wykazali się podwójnie (bo było ich dwoje, a nawet troje):

  Szwed, jak widać. Zaprosili go sami. A ponadto

Estończyk. Bardzo ciekawy kraj (miałam okazję poznać), bardzo specyficzny język, należący do podgrupy języków bałtyckofińskich, zaliczanej do podrodziny ugrofińskiej w rodzinie uralskiej. Brzmi bardzo zawile, prawda?

Zielonooka z MałŻonkiem uruchomili następne ogniwo łańcuszka, by go zdobyć (kolega). 

Sądząc po obu egzemplarzach preferują kraje nadbałtyckie :-) 





Następnie nPO (nieprawdoPodobna Osoba) poprosiła o aktywność koleżanki. Jedną z nich była Marysia D., która mimo wielu zajęć w obcym kraju odnalazła tego chłopca:

Ormianin mówiący po ormiańsku w Armenii (ciekawa odmiana w języku polskim, prawda?). Bardzo mi się podoba przez te czerwienie. Ponadto - jestem na okładce! Widzicie?! I na dodatek jeszcze i gwiazdy, i planety... Bardzo romantycznie.

Inną zaktywizowaną koleżanką, z bardzo długim okresem znajomości, była Gosiak, obecnie Stoliczanka, która wyszukała i dostarczyła:


Kataloński (nie mylić z hiszpańskim). 
Nawiasem mówiąc  Gosiak kojarzy mi się z: Barceloną (dokładniej ze zdjęciem, gdzie stoi sobie na tle skał w Monserrat) oraz z Małym Księciem właśnie, ponieważ swego czasu miała bluzkę z prasowanką z Księciem we własnej osobie :-) Buziaki!










Kolejnym obiektem skuteczności nPO okazała się Agnieszka W., bardzo podróżnicza osoba. Wykorzystała rozsądnie walutę w pięknym kraju, gdzie ludzie mówią w języku, który jest dla nas zrozumiały (wiadomo, słowiański) czyli w Chorwacji:


Jak widać mamy tu piękną, upalną, letnią noc, gwiazdy i planety oraz samolot retro (awionetkę), nawiązujący niedwuznacznie do głównego zajęcia autora książki. Ach, od razu przypomniały mi się wakacje...












Nawiasem mówiąc drugiego Chorwata przywiozła nPO osobiście z jednej z podróży:


I już na samej okładce widać ten lazur Morza Śródziemnego, prawda Mój Ulubiony Szwagrze? :-)

Czasem były to osoby mieszkające obok, ot, prawie za rogiem, jak fantastyczna pieśniarka i cuuuuudna osoba Ela K., która poszukując swoich korzeni na Ukrainie nie omieszkała pamiętać o fiołach innych ludzi. Z poszukiwań przywiozła podwójny prezent:


Róża jest, gwiazdy i błękity, a dodatkowo w książeczce mieści się inna powieść Antoine'a - "Ziemia, planeta ludzi".

A czasem osoba zaktywowana księciowo mieszka na drugim końcu Polski, jak w przypadku ofiarodawczyni tegoż pana:

Rumuński książę (i wcale nie Drakula) :-) Nawiasem mówiąc niektórzy badacze uważają język rumuński i język mołdawski za różne odmiany tego samego języka.

I na końcu: nPO zmobilizowała też pewne muzyczne małżeństwo, Dziunię i Wojtka, do rozszerzenia mojej kolekcji. Zacieśniając więzy rodzinne urocza ta para goszcząc w Danii poprosiła ciocię rezydującą tam o pomoc. Ciocia podobnież sama kupiła im książeczkę:



Co za pragmatyczne wykorzystanie przestrzeni okładki, prawda?

A książę wciąż ten sam :-)












Dziękuję za wszystkie starania (doceniam, naprawdę) i... proszę o jeszcze! I jeszcze! I jeszcze!

PS Oczywiście to nie jest wyczerpujący wykaz osiągnięć nPO, tylko egzemplifikacja :-)

poniedziałek, 27 września 2010

W sześć osób dookoła świata

Podobno wystarczy tylko 6 osób, by się skontaktować z dowolną osobą na świecie. Te sześć osób stanowi swoisty łańcuszek relacyjny, oparty na pokrewieństwie-znajomości-sąsiedztwie-wspólnej pracy. Ciekawe.

Wymyśliłam analogiczną teorię dotyczącą moich darczyńców/dostawców "Małego Księcia" w dowolnej wersji językowej. Sądzę, że potrzebuję dwu-trzyosobowy łańcuszek, by złapać "Księcia" z dowolnego kraju :-) Przy czym czasem za jedną z tych osób działa komputer :-)

Kilka przykładów księciowych takich ludzkich łańcuszków, czyli "Mały Książę" kupiony/znaleziony/zorganizowany nie przez bezpośredniego darczyńcę:

Japończyk:




odebrany z rak własnych mojej Rodzicielki, zwanej grubiańsko Maminką, a wyszukany przez jej kolegę z pracy (zawsze twierdziłam, że praca się do czegoś przydaje ;-P).










Szwajcar, mieszkaniec stolicy (język berneńsko-niemiecki)


Zakupiła Magda, siostra Pika, który jest mieszkańcem serca wspomnianej już onegdaj Fasolki :-)

Jak już jesteśmy przy tym lokatorze sercowym, to obdarował mnie on pewnym dziwnie brzmiącym księciem:


O Holender! Mówi po niderlandzku :-)

Przy okazji (i to uwielbiam pasjami, czasem nawet bardziej mnie cieszy niż sama książka) uraczył mnie opowieścią.

Żeby spotkać tego księcia Piku przemierzał ulice, uliczki oraz mordercze zaułki stolicy Holandii. Wpadła mu w oko pewna mała księgarenka, właściwie antykwariat, wielkości niewielkiego pokoju. Wszedł i ujrzał zagracone papierzyskami pomieszczenie, w którym królował i sprawował władzę malowniczy staruszek, wyglądający jakby go ktoś zahibernował i obudził po 50 latach.
Piku uciął sobie smaczną pogawędkę.



Fasolka wymęczyła też  skutecznie swoją przyjaciółkę, piękną, tajemniczą i fascynującą SushiEater, poliglotkę o wielu twarzach. Urocza ta osoba, globtroterka i kreatywna istota nabyła i dostarczyła kolejnego, skośnookiego młodzieńca:


Sądząc po pięknym kształcie liter i zapewne równie pięknym języku (tajskim) jest on poetą.


Wreszcie coś równie rzadkiego, od Zbysia o oczach w kolorze szkockich budynków:


Tagalski szyk z Filipin. Sądzę, że Zbyś tak wałkował jedną ze swych koleżanek z pracy, że ta po wakacjach w ojczystym kraju nabyła książeczkę, by się tylko odczepił.












Najwięcej łańcuszków uruchomiła pewna nieprawdoPodobna Osoba, ale o niej innym razem, ponieważ zasługuje na osobne miejsce.

wtorek, 7 września 2010

Cała Afryka czyta dzieciom, czyli dziedzictwo Gutenberga

W trakcie szperania w sieci natknęłam się na stronę, opisującą projekt pewnego niemieckiego wydawnictwa zobacz

"Mały Książę" w suahili!!!
Ma banalnie prosty tytuł “Mwana mdogo wa mfalme” :-)
(doskonałe ćwiczenie logopedyczne).

Zawsze mnie zastanawia dlaczego to akurat Niemcy (dwa wydawnictwa niemieckie) wydają "MK" w różnych dziwnych językach i dialektach, np. po szkocku, walijsku itd. Wydawać by się mogło, że te właśnie narody, tak usilnie walczące o swoją odrębność narodową powinny chronić swoją tożsamość dbając o dziedzictwo języka, prawda? Ale nie. Dziwne.

W każdym razie dobrze, że przyjemniej Niemcy to robią. Może to wszystko "wina" Gutenberga oraz ponadsześćsetletnie doświadczenie wydawnicze? Jak by nie było: chwała im za to i trzymajmy kciuki, żeby wciąż spełniali swoją misję.

środa, 1 września 2010

Kolejny brytyjski książę, tym razem w duecie z zakładnikiem

31 września zamieszkał u mnie pewien niewysoki, brytyjski gentleman. Przybył z listem do zakładnika ("Letter to a Hostage"). Wytworny, choć wymowny. Elegancki i nad wyraz dyskretny. Wygląda tak:



Proszę Państwa: The Little Prince.
Klasyczny, prawda?
Inni brytyjscy gentlemani (w liczbie ośmiu) są równie przystojni, np. 


















Ale najbardziej chwytający za serce jest ten:


ponieważ po głębszym poznaniu przedstawia się tak:


Czyż nie jest cudny?! :-)
Większość Brytyjczyków (a ostatnio powyższego) ofiarował mi pewien Pan z Końca Europy (PzKE). Po prostu: dziękuję :-)
Nie od rzeczy będzie zaznaczyć, że mogę sobie ich poznawać dowolnie usilnie, ponieważ mamy wspólny kanał komunikacji (język), of course :-)

Jak klasyka to klasyka. Może zatem taka propozycja, zapraszam tu (oczywiście z akcentami celtyckimi, nie mogłam się oprzeć :-) ).